kopalnia 4

Zjazd windą

Wiele musi się wydarzyć, żeby zorganizować wycieczkę. Droga od pomysłu do wyjazdu jest długa, tym dłuższa, im więcej przeszkód do pokonania. Tym razem było ich naprawdę dużo, a ostatnia chciała nam przeszkodzić tuż przed wyjazdem. Chwilę przed nim do naszej szkoły wkradł się wirus. Dopadł wielu naszych uczniów, siejąc postrach i zniszczenie. Wyjazd wisiał na włosku. Gdy ostatnia na poligonie została Pani Marta, nadszedł dzień wycieczki.

Wcześniej jednak przygotowaliśmy się merytorycznie do wyprawy. Obok szkoły mamy ciekawą odkrywkę skał – pięknie widać flisz karpacki, pofałdowane piaskowce układają się w równy torcik skalny. Tam też odbyliśmy naradę solną. Próbowaliśmy sobie wyobrazić, jak to się stało, że sól znalazła się pod ziemią. Aby uruchomić wyobraźnię, mieliśmy ze sobą kilogram soli z Wieliczki, palnik, garnuszek i wodę. Ekwipunek bardzo pomógł dzieciom, które z niedowierzaniem same odkryły, że kiedyś musiało tutaj istnieć morze (tutaj w dosłownym znaczeniu, bo odległości geologiczne są  inne niż te, które widzimy na mapie). Obecności pokładów soli dowodzi również nazwa miejscowości Sól, położonej niedaleko Żywca. Kiedy wiadomo już było, jak sól znalazła się pod Ziemią i pojawiło się zdziwienie sposobem jej powstania i liczbą lat, która minęła od tego momentu, mogliśmy wyruszyć do Bochni.

Dzieci osłabione wirusem stawiły się o świcie na parkingu. Świtem nazywamy moment, gdy Słońce jeszcze nie jest nad horyzontem, ale już oświetla nieboskłon. Świtało i było przenikliwie zimno, jak to bywa o tej porze dnia i roku. Zmarznięte maluchy i starszaki, przytulone do rodziców, czekały na autobus. Czekały i czekały a on nie nadjeżdżał. Trwaliśmy w oczekiwaniu godzinę. W międzyczasie mogliśmy się przekonać, że nikt nie planuje chorować w ten dzień a niektórzy zapomnieli kieszonkowego. Nie brakło takich, którzy zdążyli zgłodnieć.

Pan kierowca szczęśliwie się odnalazł i dowiózł nas do Bochni, gdzie czekał na nas kolejny transport, tym razem w dół. Winda był ciasna, ciemna i bardzo się trzęsła. Większość Pań wspomina to jako przerażające wydarzenie, natomiast dzieci mogłyby zjeżdżać jeszcze niżej, a może nawet jeździć wszerz i wzdłuż kopalni, w górę i w dół, bez zatrzymywania. Bardzo mili przewodnicy oprowadzili nas po solnym boisku, katedrze i komnatach. Koń Kuba wzbudził wiele emocji. Wszędzie błyszczały małe kryształki.  Dobrze było wiedzieć, skąd one pochodzą.

Dużo czasu spędziliśmy na powierzchni, wybierając pamiątki. Odbył się tam matematyczny warsztat edukacyjny.  Dzieci samodzielnie układały zadania tekstowe, choć chyba nie miały tej świadomości. Jeżeli drzewko solne kosztuje 12 zł, a ja mam 20 zł,  to ile mi zostanie, gdy je kupię i czy starczy na sakiewkę, która kosztuje 5 zł? Trwało intensywne obliczanie, Panie towarzyszyły, ale nie wyręczały. Wygląda na to, że był to ważny moment wycieczki, która zmierzała już do końca.

Niektórzy do dzisiaj używają do solenia swojej soli ze sklepu z pamiątkami. Ciekawe jest, że po powrocie wirus się wycofał. Być może pozostał pod ziemią? A może dzieci dobrze się zakonserwowały, wdychając solankę przez cały dzień?

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram