zielona

Zielono nam

Kilka dni pełnych odpoczynku, powietrza, słońca i zieleni. Chcieliśmy żeby było blisko. Chcieliśmy żeby każdy mógł znaleźć przestrzeń dla siebie. Chcieliśmy pobyć razem i nacieszyć się przestrzenią. Wydaje nam się że się udało.

W tym roku zrezygnowaliśmy z odległego Podhala, autokaru i dużej infrastruktury.  Wybraliśmy miejsce prawie na Hali Boraczej, pod szczytem Prusowa. Agroturyustyka w której mieszkaliśmy nosi taka nazwę jak miejsce w którym się znajduje: Pod Halą Boraczą. To miejsce jest wymarzone na taki czas jaki zaplanowaliśmy. Otaczały nas łąki z bardzo wysokimi trawami, las Prusowa, spoglądaliśmy na pasmo Rysianki. Noce były ciemne i tak ciche jak mogą być tylko w górach a poranki przejrzyste i pełne motyli. Przyroda jest wkoło, otacza i przenika. Jest też basen i świetne boisko.

Robiliśmy wiele, choć plan tego nie obejmował. Czytaliśmy książki, leżeli na kocach, pletli włóczkowe warkoczyki w kolorach tęczy. Obserwowaliśmy owady, które zakładały rodzinę. Bawiliśmy się w mafię, skakali w gumę.  Niektórzy chowali się fantastycznie i skutecznie w trawie, inni rzucali granatami z panem Piotrem. Pani Paulina ćwiczyła z dziećmi brzmienie języka angielskiego na hali a pan Paweł grał z nimi w baseball. Z Panem Remikiem można było się kąpać w basenie  a niektórzy nieustannie ćwiczyli siatkówkę z Panem Dominikiem. Pan Marcin grał melodie które unosiły się nad trawami , tkał muzyczne opowieści a niektórymi dźwiękami próbował przywołać owce. Z panią Anią można było przelać wyobraźnię na białe kartki, rysując w plenerze. Niektórzy utrwalali to co widzą, inni to co czują a jeszcze inni to co widzą oczami duszy.

Ostatniego wieczoru był bieg terenowy, który okazał się tak długi  że potrzebne były latarki. Przygotowała go pani Kasia. Oczywiście zadania były matematyczne i wymagające logicznego myślenia a każde z nich ukryte było w szczególnym miejscu; jedno na progu starej chaty, inne wetknięte za framugę okna, jedno na drzewie, inne w kapliczce a ostatnie na stoliku pod jabłonką. Ostatnia drużyna przeżyła chwile grozy na łące ale o tym zdarzeniu tylko oni sami mogą opowiedzieć.

Była też wyprawa na Prusów, jednak upał zmęczył bardzo młodsze dzieci i szczyt zdobyła starsza grupa z Małgosią, najmłodszym uczestnikiem. Małgosia jednak miała dwóch własnych  tragarzy, jednym z nich była Helenka. Na koniec obowiązkowo wypełniliśmy zwyczaj zakupowy, tym razem dokonały się one w schronisku na Hali Boraczej. Można było kupić sobie ogromną, ciepłą jagodziankę. Oczywiście były też inne, powiedzmy że mniej lub bardziej trwałe pamiątki.

Panie kucharki karmiły nas wyśmienicie, obficie i ze szczerym uśmiechem. Czuliśmy się tam bardzo dobrze.

Nie wiemy gdzie i w jakiej formie spędzimy kolejną zieloną szkołę, wiemy jednak na pewno że to bardzo dobry pomysł wyjechać na ostatnie dni, gdy wszyscy już czują zmęczenie a słońce i zieleń wołają i wyciągają ze szkoły.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram