teren2

Uczymy się w terenie

Najlepiej uczyć się przez doświadczenie. Najlepiej wyruszyć w świat i zobaczyć to, o czym piszą w książkach. Dobrze, że jest czas i miejsce, aby tak się uczyć. Wrześniowy wtorek historyczno –  geograficzny spędziliśmy w Żywcu. Ja i Pan Piotr mieliśmy własne przedmiotowe cele, które ochoczo połączyliśmy. Uczniowie nie mieli wyjścia – posłusznie poddali się naszym fanaberiom i zgromadzili punktualnie o poranku pod Lidlem w Żywcu. Pan Piotr zaplanował zajęcia  muzealne, wykorzystując trwającą wystawę  “Mieszkańcy Żywiecczyzny w armii austro-węgierskiej w czasie Wielkiej Wojny”. Przedmioty, które prezentowane są na muzealnej wystawie czasowej, są częścią zbiorów pana Piotra Szczepaniaka. 

W dziedzinie geograficznej zależało nam jak zwykle na orientacji w terenie, kierunkach, czytaniu planu i na opisywaniu krajobrazu.  Jak się później okazało, warsztaty miały swój ciąg dalszy w pracowni, podczas języka polskiego, kiedy to Pani Ania dorzuciła jeszcze swój mały kawałeczek, którym było szlifowanie umiejętności pisania sprawozdania. Wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni ze współpracy.

Trasa prowadziła tradycyjnie obok budynku Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaj Kopernika. Tam Pan Piotr opowiedział historię szkoły. Pojawiły się wątki poboczne – rozmowy na temat kariery życiowej, wyboru szkoły, studiów… Wielu uczniów było zdziwionych, że po naszej szkole jeszcze coś ich czeka.

Kolejnym przystankiem był rynek. Tam, w chłodzie i lekkiej mżawce dokonaliśmy dokładnych pomiarów i orientacji mapy. Pracując z planami miasta, uczniowie rysowali własne plany, szukali ulic i próbowali zmieścić duży rynek na małej kartce. Tym sposobem zrodziła się potrzeba skali, która jeszcze skalą się nie nazywa, ale już istnieje jako potrzeba, a więc staje się zrozumiała. Okazała się jeszcze bardziej niezbędna, gdy dzieci zmierzyły rynek za pomocą swoich stóp. Widok  poruszających się w skupieniu dzieci, lekko skulonych, troszkę pochylonych i mamroczących pod nosem był niecodzienny. Poruszali się bowiem tip topami, krocząc grupkami, w parach bądź samotnie, skuleni z zimna i skupienia. Rynek o tej porze jest raczej pustawy, łatwo więc było nas zauważyć. Może nawet rzucaliśmy się w oczy? Wiele osób przyglądało się w zdumieniu drobnym postaciom liczącym kroki, przechodnie przystawali i obserwowali dzieci. Również inni uczniowie, którzy z niewiadomych powodów o tej porze okupowali ławeczki na rynku, patrzyli  w zdumieniu. Po trudzie liczenia następował okrzyk: 349stóp! 569 stóp!  Dalszy etap to  przeliczenie kroków na centymetry, a centymetrów na kilometry.

Skala narzuciła się sama. Okazała się prosta a przede wszystkim potrzebna.

Następnie dokonaliśmy podziału grup. Pan Piotr ruszył w stronę zamku, aby zwiedzić wystawę , druga grupa spędziła czas, pijąc czekoladę na rynku u Pani Ani w kawiarence Czeko – Deko. To była nasza przerwa, po której sprawdzaliśmy rozkład autobusów, ucząc się jednocześnie poruszania po mieście. Lekcja przeprowadzona w czasie oglądania ekspozycji miała uświadomić uczniom wpływ I wojny światowej na życie mieszkańców Żywiecczyzny. Był on niezwykle duży, ponieważ w czasie Wielkiej Wojny trudno było znaleźć rodzinę z powiatu żywieckiego, która nie miała w swym gronie żadnego służącego w wojsku mężczyzny.   Uczniowie mogli oglądać zdjęcia, dokumenty, karty korespondencyjne i inne pamiątki z lat 1914-1918, które związane są z żołnierzami z obszaru austro-węgierskiego powiatu żywieckiego, służącymi w Cesarskiej i Królewskiej Armii. Wiele uwagi przyciągały również elementy umundurowania i wyposażenia, które pozwoliły przybliżyć życie żołnierzy austro-węgierskich w czasie Wielkiej Wojny oraz wskazać na niezwykłe okrucieństwo tego konfliktu.

Udało nam się również połączyć działanie map Google z mapą papierową. Oglądając mapę topograficzną Żywca, dzieci rozmawiały też o tym, dlaczego Żywiec został założony akurat w tym miejscu i o tym, jakie znaczenie miała rzeka dla mieszkańców.

Na koniec przejechaliśmy autobusem miejskim na halę sportowa, kończąc dzień zajęciami wychowania fizycznego.

Podobno było fajnie i ciekawie, trochę zimno i pysznie, a zajęcia w ocenie uczniów były bardzo potrzebne. Takie opinie pojawiły się także w ich sprawozdaniach.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram