rowery9

Przychodzi czas na rower i rzekę

Każda grupa dzieci ma swój czas na wyprawę. Ta grupa długo czekała. Do tej pory ich energia znajdowała ujście w leśnych przestrzeniach. Góry dają możliwość bycia w pełni sobą, choć nie zawsze oznacza to spokojne wyjście.

Wycieczka rowerowa miała być nagrodą, troszkę niespodzianką taka wyczekiwaną.

Egzamin na kartę rowerową, nauka znaków i poprawianie testów były przepustką. Potem przyszedł czas na złożenie wychowawcy obietnic i klasa czwarta była gotowa na wycieczkę rowerową. Wszyscy trzymali za nas kciuki i z niepokojem spoglądali z okien szkoły w dół, w stronę Żywca.

Wybraliśmy ścieżkę rowerową nad rzeką Koszarawą, wzdłuż wałów i jeziora aż do przystani na Moszczance. Spotkaliśmy się rankiem nad rzeką, przy amfiteatrze. Taka poranna zbiórka rowerowa jest prawdziwą akcją logistyczną dla rodziców. Dziękujemy Wam za to, że jesteście na takowe gotowi, bo dzięki waszej chęci i organizacji możemy porywać się na takie przygody. Ponieważ grupa ta należy do grup sprawnych, szybkich i dynamicznych – w takim właśnie stylu pokonaliśmy odcinek amfiteatr – Moszczanka. Było szybko, dynamicznie i sprawnie. Poganiał nas deszcz, więc momentami było bardzo szybko. Wszyscy jechali bezpiecznie, w szeregu, jeden za drugim. Taki styl szeregowy jest niezwykle rzadko stosowany przez moich uczniów, tymczasem okazało się, że na rowerach idzie im to wyśmienicie. Po drodze zastanawialiśmy się nad pracą oczyszczalni ścieków i podjęliśmy wspólnie decyzję, że następnym razem ją zwiedzimy. Ciekawym doświadczeniem było spoglądanie na wiele miejsc z innej perspektywy niż ta, którą mamy na co dzień. Beskid Śląski, jezioro, brama Wilkowicka. Szkołę widzieliśmy z dołu, a wszystkie poznane krajobrazy zaczęły nam się łączyć. Przydała się też opowieść o lądolodzie i druga – o założeniu miasta Żywca. Dzieci słuchały ich stojąc na Łysce. Teraz staliśmy tam, gdzie kiedyś założono Żywiec. A za trzy dni będziemy pociągiem przejeżdżać przez bramę Wilkowicką. To jest przygoda w nauce! Nad jeziorem była przeprawa przez leśne wertepy, a drobne wypadki i usterki scementowały naszą więź. W drodze powrotnej chmury zatrzymały deszcz. Zrobiło się gorąco i wypadało w związku z tym skoczyć na lody do miasta. Co tam! Rynek nie jest tak daleko, a skoro tak świetnie im idzie… Były więc lody i chłodzenie w fontannie. Chłodzenie dynamiczne, szybkie i głośne. Trochę driftów i jazdy na jednym kole i powrót na ścieżkę. Dojechaliśmy do mostu w Trzebini i gdy wyglądali już na zmęczonych, zatrzymaliśmy się nad rzeką. Zmęczenie okazało się tylko chwilowym spadkiem energii, spowodowanym upałem. Wartka rzeka skutecznie ich ożywiła, chłodząc zmęczone ciała. Zaczęło się wodne szaleństwo, o którym już nie napiszę tutaj. Szczegóły dostępne są we wspomnieniach dzieci.

Było najwspanialej jak tylko być może. Wiem, że to owoc całego roku bycia razem.

Było tak dobrze, że po dwóch dniach ruszyliśmy pociągiem do Bielska-Białej, na kulturalną ekspedycję. Ubrani w białe koszule wspominaliśmy szaleństwo w rzece.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram
zamknij