storat1

Niezwykli goście

Gdy robisz to, co kochasz, zapalasz innych i posyłasz w świat miłość. Dobrze się dzieje, gdy odwiedzają nas różne niesamowite osoby, które podążają za tęsknotami serca. Tym razem goście byli nietypowi, bo w zestawie nierozłącznym: pies i przewodnik, przewodnik i pies.

Osoby, które nas odwiedziły, należą do Stowarzyszenia Cywilnych Zespołów Ratowniczych (STORAT). Przewodnik z psem i nawigator, współpracując z Policją, włączają się w akcje poszukiwawcze i zwiększają szanse odnalezienia zaginionych osób.

Spotkaliśmy się z naszymi gośćmi wczesnym rankiem przed szkołą. Przywitali nas Marek z psem Ozi i Basia z Szotem. Psy były zainteresowane i spokojne, co przy grupie dzieci od razu wzbudziło nasz zachwyt. Powitanie było tylko początkiem zachwytów. Psy otaczała niezwykła aura uważności. Zdawały się porozumiewać nieustannie ze swoimi przewodnikami, zerkały, słuchały, reagowały. Jeśli pies nosi w sobie psią mądrość, a wiemy że tak jest, to te miały jej z pewnością bardzo dużo. Można było nawet odnieść wrażenie że się uśmiechają, smucą, ich mimika była bardzo wyrazista. Usłyszeliśmy wyczerpującą opowieść o pracy z psami, o szkoleniu, zasadach, akcjach ratunkowych. Opowieść przeplatana była pokazem podstawowych komend, tych z poziomu podstawówki oraz tych, które wymagają już wyższego stopnia wtajemniczenia. Psy warowały, czekały, były noszone i czołgały się. Widzieliśmy, jak potrafią biegać przy lewej nodze, nawet jeżeli przewodnik próbuje je zmylić, chodząc zygzakiem i zmieniając kierunek. Obserwowaliśmy też nieudaną, ale jakże zabawną próbę przeskoczenia ławki, która okazała się nietypowych rozmiarów i ze względu na swoją szerokość świetnie nadawała się do tego, aby na niej przysiąść. Trudno było nakłonić Oziego, żeby ją przeskoczył, za każdym razem dreptał po niej i siadał. Pies jednak starał się bardzo i bardzo chciał zadowolić swojego przewodnika Marka. Szot – niższy i drobniejszy pokazał koledze, że pod ławką można się przeczołgać. Na koniec Ozi miał za zadanie poszukać człowieka, który się zgubił. Pan Artur miał rolę zaginionego, ćwiczy ją często, więc poradził sobie świetnie. Widzieliśmy jak pies  węszy i szuka, niemal nie używając wzroku. Gdy odnalazł Artura, przybiegł błyskawicznie do swojego przewodnika, trzymając specjalny breloczek w zębach. Ozi zaprowadził Marka na miejsce, w którym czekał ukryty, ale już odnaleziony Artur.

Po pokazach seria pytań była nieunikniona, dotyczyły głównie akcji poszukiwawczych. Na koniec pozostała największa przyjemność – głaskanie! Każdy mógł przytulić, podrapać, pogłaskać Oziego i Szota, można było spojrzeć w ich mądre oczy.

Dziękujemy Wam. Być może iskierki zaiskrzyły na dnie serc naszych dzieci i kiedyś zapłoną w którymś z nich większym płomieniem?

www.storat.pl

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram
zamknij