nietypzadled

Nietypowe zadanie na mieście w krakowskim LED

W tą środę, mimo porannego przymrozku, pogoda zaczęła nam szybko sprzyjać, całe szczęście, bo czekały nas aktywności w terenie. Pierwsze osoby przybyłe na Bandurskiego jak zawsze zrobiły sobie herbatę i wyciągnęły jedzenie. Był też czas na luźne rozmowy w oczekiwaniu na wszystkich członków LED-u.

Po przybyciu ostatnich spóźnialskich płynnie przeszliśmy do właściwej części spotkania, jak zawsze zaczynającej się od „rundki”, czyli streszczenia w paru zdaniach, co u poszczególnych osób działo się w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Przy tej rundce, jak prawie przy każdej, nawiązywały się krótkie dyskusje i rozmowy na wszelkie tematy od tego, czy na koniu można bez licencji wjeżdżać do miejskiego centrum, po to, dla którego aktora, czy po co właściwie, ogląda się Jamesa Bonda.

Następnie z niewielką pomocą tutora dyskutowaliśmy przez chwilę o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej w ostatnich tygodniach, na szczęście całą dyskusja bez moderacji utrzymała się na kulturalnym poziomie.

Po tej nieco przeciągającej się poza planowane ramy czasowe dyskusji rozpoczęła się właściwa część tego spotkania, będącą dyskusją o krótkim TED-zie, Matta Cuttsa, w którym prowadzący tłumaczył, że w trzydzieści dni każdy jest w stanie przyswoić sobie nowy nawyk. Nie każdy z uczestników naszego spotkania zgadzał się z tą śmiałą tezą, nie każdy też widział w podobnych inicjatywach sens, wymiana zdań i spostrzeżeń była więc długa, i usiana anegdotami związanymi z osobistymi doświadczeniami.

Po krótkiej przerwie na jedzenie, obejrzeliśmy kolejnego TED-a Jia Janga pt. „Czego nauczyłem się przez 100 dni odrzucenia”, w którym twórca opowiadał o swoim prowokacyjnym challangeu, w którym, jak sama nazwa wskazuje, przez sto dni stwarzał sobie rozmaite okazje do tego, aby inni ludzie odrzucali jego propozycje, w celu poradzenia sobie z własnym lękiem przed podejmowaniem wyzwań.

Dyskusja po tym filmie nie była zbyt długa, ponieważ mieliśmy udać się w teren i przetestować na sobie samych, jak czulibyśmy się na miejscu autora wyzwania, pytając obcych ludzi, o z góry skazane na odmowę, rzeczy. Pomysłów było co niemiara. Kupienie gazu na stacji benzynowej do plastikowej butelki, kupienie czegoś do jedzenia w zamian za bilet, prośby o sprzedanie chleba na kromki, pytanie o patrzenie się w oczy… To tylko niektóre z ciekawszych pomysłów.

Aktywność na świeżym powietrzu trwała godzinę, a potem spotkanie zwieńczyliśmy wymianą naszych historii i odpowiedzi ludzi na absurdalne propozycje, co była prawdopodobnie najzabawniejszą częścią spotkania.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram