malysad1

Mały sad, wiele lat i ogromne serce

Nie trzeba daleko wyjeżdżać. Gdy powróciliśmy do szkoły wiosną, pomysłów na wspólny czas było sporo. Mieliśmy chęć nadgonić stracony czas i każdy sposób był dla nas genialny. Ze zdwojoną siłą powróciły pomysły, które w październiku zerwały się jak łącze, pozostawiając niedokończone plany, zaczątki marzeń. 

Wiosna przypomniała nam, że bardzo chcieliśmy pokazać dzieciom, jak radzą sobie ogrodnicy, co rośnie o każdej porze roku, jakie są dary przyrody. Pani Ewa, nasza pomysłowa i energiczna Mama, ma dobre relacje z sąsiadami, a gdy ich nie ma, to uroczo je nawiązuje. Skorzystaliśmy z tego talentu. O poranku ruszyliśmy ścieżkami Rychwałdu do pani Rusowej, która ma swój przydomowy ogródek, naturalne uprawy, kury, mały sad, wiele lat i ogromne serce. Pani Rusowa z nieśmiałością oprowadziła nas pomiędzy grządkami, wypychając bardziej swojego męża, aby opowiadał dzieciom. Mogliśmy porozmawiać o kurach i przypatrzyć się, jak jest zorganizowany kurnik. Wąchaliśmy lubczyk i żuliśmy miętę, szukaliśmy truskawek i pomidorów, dzieci zastanawiały się, dlaczego czosnek ma kwiaty i łodyżkę, która smakuje jak czosnek. Pani Rusowa upiekła dla nas bułeczki, zrobiła wodę z sokiem, a na koniec mogliśmy umyć ręce w emaliowanej misce. Ogród wydawał się taki malutki z zewnątrz, a  wnętrze ukazało nam ogrom drobinek i kochających rąk.

Łąkami przeszliśmy w kierunku domu pani Ewy, jednak po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze u jednego sąsiada. Pan Sąsiad miał w przyszłości odegrać ważną rolę w naszej szkole, o czym jeszcze wtedy ani on, ani my nie wiedzieliśmy. Odwiedziliśmy go więc przed południem, aby zerknąć na kompost. Nie był zdziwiony, gdy Pani Ewa zadzwoniła do niego z drogi, pytając, czy kompost jest ciepły i czy możemy go sobie dotknąć. Oczywiście, że mogliśmy. To przecież nic dziwnego, że w środku dnia przychodzą dzieci sprawdzać, jak się miewa kompost.  Przy okazji Pan Sąsiad zdradził się ze swoją pasją, którą jest poszukiwanie i kolekcjonowanie skał. To dopiero było odkrycie! Mogliśmy kilka okazów zobaczyć. Dalsza droga wiodła przez wysokie trawy prosto na trawnik przed dom Wernerów. Tam mogliśmy odpocząć. Pani Ewa i Pan Artur napoili nas bzianką. To był moment na wicie wianków, zabawę w jarze i obserwowanie ropuchy. Na koniec miał być jeszcze postój u państwa bobrów. To kolejni sąsiedzi Wernerów. Tym razem troszkę się do tego przygotowaliśmy, rozmawiając i zbierając informacje, które mamy o bobrach. Przez wysokie trawy i zarośla Pani Ewa zaprowadziła nas tam, gdzie są żeremia i ślady bytowania bobrów. Trzeba było uważnie się przypatrzyć, ponieważ nie dla wszystkich było oczywiste, jak wygląda żeremie. Dotykaliśmy też śladów po bobrowych zębach na topolach i wierzbach. 

Tak wiele w jednym miejscu, tak wiele tak blisko nas, tak dużo do odkrycia i tyle osób do poznania. Chcielibyśmy znów. Dziękujemy za otwartość, gościnność, kawę, bziankę i opowieści.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram