baranki3

Kilka zdań od Baszki

Tak mi się w życiu udało, że urodziłam się na Śląsku, gdzie Wczesna Komunia jest zjawiskiem zupełnie normalnym. Całe moje rodzeństwo przystąpiło do Komunii Świętej w wieku 6-7 lat, bez większej pompy, ale skromnie i radośnie. Pamiętam wieczór przed tym ważnym dniem, jaka się czułam wtedy wyjątkowa (i jak wcześnie poszłam spać, żeby już nastał Ten dzień). W naszym domu rodzinnym świętujemy do dziś wszystkie nasze sakramenty. Podejrzewam, że i w tym roku rodzice zadzwonią do mnie, by złożyć życzenia na te zacne wspomnienia, a w tym roku mija już 30 lat!

Oczywiste było dla mnie, że chciałabym, aby nasze dzieci też przystąpiły do Wczesnej Komunii. Kiedy nasza niespełna sześciolatka bardzo już zapragnęła spotkania z Panem, znaleźliśmy taką możliwość. Jednakże przygotowania się zaczęły, a pani katechetka (bardzo zresztą miła i doświadczona) nie dała nam się poznać, nie wiedzieliśmy co dzieje się za drzwiami, ksiądz był bardzo niedostępny. Czuliśmy, że nie przemawia do nas taka droga przygotowań naszego dziecka do tego ważnego spotkania, w którym też chcieliśmy uczestniczyć.

Ale Pan Bóg wciąż nas zaskakuje i szykuje nam nieustannie nowe rozwiązania. Gdy w ubiegłym roku niespodzianie weszliśmy na drogę edukacji domowej, zostaliśmy przygarnięci do grupy Baranków w Krzyżowej. Cóż to był za czas! Ważny na pewno dla naszych dzieci, ale i dla nas jako małżeństwa i całej rodzinki. Czerpaliśmy wiele inspiracji ze zjazdów, dzięki czemu byliśmy czujni na każde, nawet najmniejsze wspomnienie/święto roku liturgicznego. Rozmawialiśmy bez końca, czytaliśmy, co wpadło w ręce, malowaliśmy, studiowaliśmy sztukę sakralną, na pewno więcej się modliliśmy (a na modlitwie pojawiały się coraz to nowe pomysły – domowe procesje i nabożeństwa, plakaty, dekoracje, nowe krzyże ręcznej roboty i portrety patronów), regularnie robiliśmy Kredkami do nieba, co i nam pomogło zapewne w przeżywaniu niedzielnej eucharystii. Mamy nad naszą kanapą listewkę na prace, gdzie wiszą nasze dzieła (tudzież karykatury), które ilustrują czym żyjemy i o czym rozmawiamy.

Świetnym pomysłem okazała Księga Przygotowań, w której dziewczynki utrwalały nawet najmniejsze duchowe wydarzenia, nowe nauczone piosenki, prace czy spotkania. Jest w nich m. in. podpis zacnego proboszcza z kolędy i cała korespondencja z bliskimi krewnymi, w której prosiły o modlitwę na ten czas przygotowań. Z wielką radością obserwujemy wzrost chęci dzieci do pójścia „pod balaski” podczas niedzielnych kazań czy rorat (tu ukłony w stronę o. Przemka!)

Mieszkamy na zielonej wsi pod Krakowem, gdzie nie ma nawet kościoła, a w parafii, do której należymy daleko do pięknych liturgii (choć nie mogę powiedzieć złego słowa o naszej twórczej organistce!). Tak więc naprawdę dużo w domu słuchamy dobrej muzyki chrześcijańskiej, od wielbieniowej do zupełnie tradycyjnej, dopasowanej zwykle do roku liturgicznego. Tak się staram modlić w mętliku codziennych spraw i hałasów i bardzo jestem szczęśliwa, gdy podsłucham jak dzieci nucą sobie pod nosem moje ukochane pieśni czy komponują na instrumentach swoje interpretacje. Na naszej rodzinno-przyjacielskiej uroczystości komunijnej mamy taki plan, by przy kawie i ciastku (chyba to wypada?;), zrobić wielkie radosne wielkanocne wielbienie. Wybieramy akurat nasze ukochane pieśni i zapewne po Świętach będziemy szykować teksty na przyjęcie. Ależ się cieszymy na ten czas!

Wszystko zresztą w domu odnawiamy, remontujemy, ozdabiamy – tak jak nasze serca – szykujemy się z wielką radością i wdzięcznością na przyjście Pana Jezusa do serc naszych córek i naszego domu. Chcemy, żeby czuł się w naszym sikorniku dobrze i przytulnie.;)

Nie można też nie wspomnieć o przygotowaniu do sakramentu spowiedzi – o wielkim plakacie, jaki robiliśmy na początku roku, na którym wypisywaliśmy nasze talenty i dary, do którego staraliśmy się często wracać i rozkminiać nasze czyny pod kątem wykorzystanego lub zmarnowanego dobra. O dziwo, bardzo w te rozważania dzieciaki wchodziły (a jakie to i dla nas odkrywcze!) i bardzo takie myślenie ożywiło nasze myślenie o spowiedzi. Nigdy wcześniej nie uświadamialiśmy sobie tak bardzo, że brat czy siostra, mąż czy żona jest dla nas także wielkim darem i zadaniem. Podsłuchałam kiedyś wieczorem rozmowę w łóżku Werci i Marysi. Marysia (6 lat) wyznawała siostrze (8 lat) swoją miłość i przepraszała ją za wszyyyyystkie swoje….grzechy. 😉

Ten rok przygotowań do sakramentów był dla nas jak wielkie rodzinne rekolekcje. Oczywiście nie wszystko było łatwe i proste – każdy zjazd był sporą logistyką i wysiłkiem, nie zawsze nasze chęci i możliwości były na medal – ale to właśnie świadczy o tym, że warto, przecie nic co łatwo przychodzi nie jest tak wartościowe, prawda? Bardzo się cieszymy z tego roku, to była wspaniała rodzinna przygoda. A i my jako małżonkowie jesteśmy ubogaceni wspólnymi rozmowami, adoracjami, nocnymi eucharystiami. I poznaliśmy tyle pięknych rodzin, tyle szczerze kochających się małżeństw! Obserwowanie swoich dzieci jak rodzi się w nich sumienie, jak zaprzyjaźniają się z Chrystusem, jak bardzo chcą Go poznawać i cieszą się na tę przyjaźń jest dla nas wielkim szczęściem, ale i Tajemnicą, której w zasadzie do końca nie rozumiemy…

Jesteśmy też pewni, że Pierwsza Spowiedź i Komunia dziewczynek nie zakończą tej przygody, że ona już będzie trwała bez końca, bo pootwieraliśmy nasze serca na Jego dary. I dobrze nam tak!

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram