kartka z kalendarza 3

Kartka z kalendarza

Czas mija. Można już wdrapać się skarpą na Łyskę bez spuszczania tony śniegu. Stopniało igloo, a na jego miejscu powstała baza ze znaleziskami. Zza wielkiego kontynentu przypłynęły z opóźnieniem nowe pomoce. Powoli kończy się fala odwiedzin osób obserwujących pracę własną. Opadł też groźny smog, a posadzone wiosną cebulki wybrzuszyły ciężką ziemię wypuszczając pędy. Leśne zakamarki pełne są śladów. Okazuje się że w naszej okolicy pojawiają się dziki, jelenie, zające.

W pracowniach więcej światła, tego naturalnego i lepiej widać rzeźbę gór. Niektóre dzieci budzą się do nowych odkryć, wysiłkom innych na drodze staje zmęczenie, nierzadkie chyba na przedwiośniu. W każdym dniu schowane jest ziarenko, zasiane w ciszy. Niektóre jeszcze uśpione, niektóre nieśmiało kiełkują. Gdzieniegdzie pojawiają się owoce. Dziecięcą ręką napisane opowieści o Damie Atmosferze, szalone podróże przez kontynenty spisane ręką nieco starszą, zeszyty z poezją i z myślami. Pastelowe portrety zerkają ze ścian, zwinięte osie czasu czekają na półkach na swój moment tuż obok taśm z liczbami. Bryły nie mieszczą się w pudełkach, a świat przestaje się mieścić na parkiecie…

Ale to, co tak naprawdę dzieje się w ciszy, wewnątrz każdego z dzieci, pozostaje przed nami zasłonięte. Chociaż czasem, przez mgnienie chwili, mamy wrażenie, że jakiś promień oświetla nam kawałeczek tego, co ukryte.

Udostępnij