Część 5 – Obraz

Obraz jest jak most łączący to, co jest nam znane, bliskie, co stanowi nasze codzienne doświadczenie, z tym, co duchowe, trudne do uchwycenia. Warto się zatrzymać, aby popatrzyć głębiej.

Wiele lat temu studiowałam w Amsterdamie. Moim doświadczeniem stało się poznawanie nieznanej rzeczywistości, zgłębianie tematu, szukanie rozwiązań, które mi pomoczygą w odkrywaniu nowego świata. Samodzielne organizowanie sobie pracy, wyszukiwanie miejsc, które warto poznać, by doświadczyć głębiej, z bliska… Spotkania z ludźmi, rozmowy… Podpatrywanie innych, proszenie o pomoc. To było dawno. W czasach bez dostępu do Internetu. Była za to świetna biblioteka, fonoteka, czytelnia… Weekendy stanowiły dla mnie wyzwanie. Jak znaleźć dla siebie miejsce i przeżyć dobrze ten czas? I wtedy odkryłam coś, co dotychczas kojarzyło mi się raczej z wielkim wysiłkiem i znużeniem.

Kilka lat wcześniej…

będąc w liceum, podczas pielgrzymki do Rzymu, mieliśmy okazję odwiedzić Muzea Watykańskie. To było jeszcze przed przełomem i byliśmy pewni, że jest to ten jedyny raz w życiu i należy zobaczyć wszystko, dosłownie wszystko, co się da. Okazja przecież może się nie powtórzyć… Wybraliśmy najdłuższą trasę. Z tego zwiedzania pamiętam jedynie rzeźbę chłopca, który wyjmuje sobie drzazgę. Zatrzymaliśmy się przy nim, zrobiliśmy sobie zdjęcie i przyznaliśmy, że prawdopodobnie wiele nie zapamiętamy… Zapamiętaliśmy tego jednego. Dobrze, że wtedy przystanęliśmy.

 

Vincent van Gogh Widok Auvers, Van Gogh Museum, Amsterdam [1]

Bogatsza o tamto doświadczenie, zdecydowałam się na zakup rocznej karty do muzeów w Amsterdamie. Mogłam wielokrotnie wchodzić do tych samych miejsc, pozostawać tyle czasu, ile chciałam, bez stresu, że powinnam zwiedzić wszystko. Bez stresu, że to jedyna i niepowtarzalna okazja Odwiedzałam po kolei wszystkie muzea, jakie były na liście. Do niektórych jednak wracałam. Wracałam, żeby usiąść przed jednym obrazem i patrzeć. Rembrandt, Vermeer, Israëls, van Gogh… Patrzeć i myśleć. Patrzeć i pisać. Najczęściej listy do Marcina. A potem wychodziłam bogatsza. O co? Chyba wówczas jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo zatrzymanie się, wpatrywanie w obraz, rozbudzanie w sobie refleksji, doszukiwanie się symboli i ich znaczeń, przywoływanie wspomnień oraz tworzenie nowej, (jakże wyjątkowej – bo mojej) rzeczywistości wpłynie na to, czym w przyszłości, już wspólnie z Marcinem,będziemy się zajmować, do czego przykładać wagę, gdzie szukać inspiracji.

Carel Fabritius Szczygieł, Mauritshuis, Haga [2]

Fabritius, jeden z najzdolniejszych uczniów Rembrandta, zmarł przedwcześnie w wyniku ran poniesionych na skutek wybuchu prochu w fabryce w Delft, gdzie żył i tworzył swoje dzieła. Szczygieł jest jedną z nielicznych jego prac, która zachowała się po tym zdarzeniu. Maleńki obraz przywołuje wspomnienia i tęsknotę za czymś, co jest nie do uchwycenia, co minęło i niesie na sobie pięć wieków historii. Ta chwila spędzona przed nim, myśli i wrażenia są już jednak moje. Staję się jego częścią. Patrzę i zabieram go ze sobą. Teraz wisi nad pianinem i przypomina, aby o nim pamiętać.

Amsterdam, Rotterdam, Haga, Wiedeń, Siena, Florencja… Miejsca, do których wracamy często. Tutaj, w muzealnych kawiarenkach, gdzie powietrze jest przesiąknięte zapachem kawy i farb rozlanych na płótnach, zainspirowani pięknem zamkniętym w ramach rozkładamy szary papier i zapisujemy myśli. Żeby nie uciekły. Żeby pozostały i dojrzewały. Potem znajdujemy te same obrazy na ulicach, zaglądając ludziom do okien. Uwielbiamy patrzeć na ludzi: jak żyją, jak jedzą, odpoczywają, pracują. Jak budują świat wokół siebie. W Holandii jest to bardzo proste, tutaj nikt nie zasłania okien… A po powrocie otwieramy nasze notatki. Czasem zapisane myśli stają się rzeczywistością.

Jozef Israël Dzieci w morzu, Rijksmuseum, Amsterdam [3]

Bardzo jest nam bliski ten obraz. Tak bardzo, że kupiliśmy sobie jego reprodukcję i powiesiliśmy w domu. Żeby nam przypominał ten czas, a może raczej: żeby nam pokazywał naszą drogę. Same dzieci, idące przez morze. Nie widać nikogo dorosłego. Zaczynamy szukać siebie…

Obrazy, jeśli je przyjmiemy całym sercem, mogą nas prowadzić, wskazywać, którędy iść. Czasami są jak GPS: „Zawróć, jeśli to możliwe”.

Fra Angelico Zwiastowanie, Klasztor San Marco, Florencja [4]

„…niech mi się stanie, według słowa Twego”– wzrok Maryi pomaga mi zachować kierunek. I wytrwać. Obrazek mam zawsze pod ręką jako zakładkę do książek, kartkę opartą na biurku, schowaną do portfela. A szczególnie wizerunek Jej twarzy. Rozdaję go przyjaciołom.

Wpatruję się w Nią, gdy pracuję, szukam w Niej natchnienia i inspiracji.

Od lat jeździmy z rodzinami z edukacji domowej do klasztoru San Marco, aby wspólnie uczyć się patrzeć. Staramy się pomagać dzieciom w odkrywaniu świata duchowego zawartego w obrazach. W 44 maleńkich celach klasztornych Fra Angelico stworzył na ścianach freski przedstawiające sceny z życia Jezusa. Każdemu ze współbraci namalował co innego, specjalnie dla niego. I znowu patrzymy, i szukamy „swojej celi. Jeśli uda się ją znaleźć, obraz zabieramy ze sobą. Na długo. W razie czego możemy wrócić.

Obraz jest jak most łączący to, co znane, bliskie, co stanowi nasze codzienne doświadczenie, z tym, co duchowe, trudne do uchwycenia. Warto się zatrzymać, aby popatrzyć głębiej i znaleźć coś dla siebie.

Wybierzmy się czasem gdzieś bliżej lub dalej, by zobaczyć choć jeden obraz. Dajmy sobie i naszym dzieciom przestrzeń, by go przyjąć – dla siebie. Nic nie planujmy, po prostu patrzmy i słuchajmy. Być może nawiąże się rozmowa, padną pytania. Być może coś usłyszymy. Małe dzieci są ogromnie otwarte na przestrzeń duchową. Są jak gąbka, która chłonie. Czym je karmimy? Co im pokazujemy? Przyjechaliśmy aż tutaj A to znaczy, że to jest ważne.

Usiądźmy w muzeum i trwajmy w ciszy. Pokażmy dziecku, że możemy modlić się, chłonąc i kontemplując obraz. Jaki? Najlepiej taki, który bardzo przemawia do nas. Zawsze nasze emocje i osobiste nastawienie odgrywają istotną rolę w przekazaniu tego, co uważamy za wartościowe.

Podczas naszych barankowych zjazdów zatrzymujemy się na obrazach, które są nam bliskie, które nam coś mówią, do których łatwo dopasować Słowo. Ilustracja do Słowa. Patrzmy razem z dziećmi, stawiajmy pytania, szukajmy odpowiedzi, słuchajmy się nawzajem i wspólnie chłońmy.

Piero della Francesca Madonna del Parto, Monterchi, muzeum jednego obrazu [5]

Madonna Brzemienna. Jedno z nielicznych przedstawień Maryi w stanie błogosławionym. Co to znaczy brzemienna? Teraz rzadko się już używa tego słowa. Spójrzmy na Nią, jak znacząco podpiera się dłonią. Widać, że już brakuje Jej sił. Jest nam tak bliska. Znamy ten obraz z naszych domów. Większość dzieci rozpozna w Niej swoją mamę. Odniesienie do rzeczywistości. I Jej wielkie zaufanie wyrażone w słowach przyzwolenia na to, by stała się Matką Syna Bożego. Szkoła patrzenia. Warto spróbować.

***

Po przekazaniu tekstu do redakcji, otrzymałam kartę świąteczną: MADONNA Z DZIECIĄTKIEM trzymającym szczygła, Antoniazzo Romano. Nie ma przypadków

[1] https://www.vangoghmuseum.nl/en/collection/s0105V1962?v=1

[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Szczygie%C5%82_(obraz)#/media/Plik:Fabritius-vink.jpg

[3]https://www.rijksmuseum.nl/en/collection/SK-A-2382

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/Fra_Angelico#/media/Plik:Fra_Angelico_043.jpg

[5] https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/10/Madonna_del_parto_piero_della_Francesca.jpg

Część 5 – Obraz

Warto postarać się, by nie przegapić tego momentu, w którym pragnienie bliskości Boga i Jego obecności jest całkowicie naturalne.

Część 6 – Z piórem w ręku

Warto postarać się, by nie przegapić tego momentu, w którym pragnienie bliskości Boga i Jego obecności jest całkowicie naturalne.