Część 1 – Katechetyczne inspiracje

Warto postarać się, by nie przegapić tego momentu, w którym pragnienie bliskości Boga i Jego obecności jest całkowicie naturalne.

Mamo, tak bardzo chciałabym już przystąpić do I Komunii Świętejzamęczała mnie kilka lat temu nasza mała Helenka. Do właściwego wieku było jeszcze sporo czasuDobrze, Helenko, to zaczniemy się przygotowywać…odpowiedziałam. Ale ja już jestem GOTOWA!

Miała rację, doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Znaliśmy to z doświadczenia naszych starszych dzieci. Tosia podczas adoracji, w której brali udział raczej dorośli, długi czas potrafiła siedzieć w kaplicy, kręcąc się w miejscu, rozglądając na boki, po prostu BYŁA! Była obecna. Ktoś z kapłanów zauważył wówczas, że Tosia jest już GOTOWAJak to? Ma zaledwie 6 latTak, to ten czas! Wielkiej otwartości na sferę duchową. To czas budowania ołtarzyków, gromadzenia odpustowych pamiątek, prostych modlitw obejmujących cały świat.

Warto postarać się, by nie przegapić tego momentu, w którym pragnienie bliskości Boga i Jego obecności jest całkowicie naturalne. My, jako rodzice mamy tę niezwykłą możliwość, zdolność – nie bałabym się nawet powiedzieć – łaskę, aby patrząc na swoje dziecko, towarzysząc mu w jego wzrastaniu, odczytać ten właściwy moment. Nie ma on nic wspólnego z chęcią bądź często gwałtownie demonstrowaną niechęcią do uczestnictwa w niedzielnych Mszach Świętych lub innych religijnych obrzędach. Oddzielmy zwyczajną nudę, często wynikającą z niezrozumienia obrzędów, od duchowej gotowości i otwartości dziecka, której dostrzeżenie wymaga pochylenia się nad nim i zostawienia na boku naszego tradycyjnego podejścia do wyznawania wiary, które niestety często ogranicza się do egzekwowania u dzieci bycia grzecznym, bo co inni o nas powiedzą… Jako rodzice zaprośmy nas samych i nasze dzieci do głębszego przeżywania wiary, opartego na relacji, na poszukiwaniu sposobów, przełamywaniu schematów i wychodzeniu poza ogólnie przyjęty zakres działań… A przede wszystkim zdajmy sobie sprawę z faktu, że jako rodzice jesteśmy w pierwszej kolejności powołani do przekazywania wiary naszym dzieciom. Księża, katecheci, szkoła, wspólnoty i inne instytucje mogą stanowić dla nas jedynie wsparcie na tej drodze, ale nigdy nie powinni nas wyręczać! Ponadto jest jeszcze jedna wspaniała wiadomość dla wszystkich, którzy nie czują się na siłach, myślą, że nie mają odpowiedniej wiedzy i przygotowania, nigdy tego nie robiliPrzekazywanie wiary jest najlepszym lekarstwem na wszelkie problemy i kryzysy z nią związane. Biskup Ryś mocno do tego zachęcał, mówiąc: jeśli masz problem z wiarą, zacznij ją głosić! Może ktoś zapyta: No dobrze, ale komu?. My, rodzice nie powinniśmy mieć problemu z odpowiedzią: naszym własnym dzieciom!

Zauważmy, że choć Jezus apelował: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, to jednak nigdy bezpośrednio się do nich nie zwracał. Zawsze do dorosłych. W obecnych czasach często obserwujemy odwrotność podejścia Kościoła. Staliśmy się kościołem dla dzieci. My dorośli często szukamy w Kościele miejsca nie dla siebie, lecz dla naszych dzieci. Tymczasem one patrzą na nas. Patrzą i chłoną. I kogo widzą? Czy widzą nas radosnych i autentycznych, czy raczej przytłumionych niemożnością wypełnienia wszystkich nakazów i smutnych z powodu szerzącego się wokół zła? Czy nasze dzieci mają szansę przyjęcia od nas tej niewyobrażalnej miłości i doświadczenia dobra, które jest podstawą naszego istnienia? Czy mamy odwagę pokazać im życie w nadziei i zaufaniu, czy raczej wlewamy w nie niepokoje i lęki? Dzieci i młodzi ludzie potrzebują świadków.

To wszystko, co dzieje się podczas budowania naszych relacji z dziećmi w tych najmłodszych latach, będzie miało ogromny wpływ na to, jak będą dojrzewać, wychodzić z domu, podejmować zadania i tworzyć więzi. To wszystko ma również wpływ na to, jak człowiek buduje swoją relację z Bogiem. I to jest nasze podstawowe zadanie jako rodziców. Pomóc dziecku dostrzec Boga jako Kogoś, Kto powołuje je do życia, po to tylko, żeby móc je kochać! Tak, żeby mieć „obiekt do kochania. Na tym zaczyna się i kończy cała nasza wiara. 

A my jako rodzice jesteśmy w pierwszej kolejności powołani do tego, aby przekazać to dzieciom. To bardzo proste. Wystarczy uwierzyć, że każdy z nas jest również przez Niego powołany do życia w pierwszej kolejności po to, aby On mógł nas kochać.

ODPOWIEDŹ NA ZAPROSZENIE

Od kilku lat wspólnie z ojcem Przemysławem Ciesielskim OP prowadzimy przygotowania do Sakramentu Pojednania i Eucharystii w oparciu o rodzinę. Dzieci wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem przyjeżdżają do nas w góry na kilkudniowe zjazdy, które wiosną kończą się przyjęciem sakramentów. Wszyscy uczestniczą w spotkaniach, zajęciach, warsztatach, modlitwie. Opieramy się w dużej mierze na formacji małżeńskiej, która jest podstawą do wzrastania w wierze naszych dzieci. Rozmowy, dzielenie się doświadczeniem, zajęcia, wspólna Eucharystia, adoracja oraz wszystko to, co wnoszą konkretne małżeństwa i rodziny, stanowią podstawę do przeżycia tego czasu w bliskości ze sobą i z Bogiem. To rodzaj swoistych rekolekcji, które nie kończą się z dniem pierwszej Komunii Świętej. To czas, który rozpoczyna, a przynajmniej daje szansę na otwarcie nowego rozdziału w życiu naszych dzieci, naszego małżeństwa i całej rodziny.

Zapotrzebowanie na tego rodzaju formację spowodowało, że od tego roku podejmujemy nowe wyzwanie. Małżeństwa i rodziny, które przeszły z nami tę formację oraz czują się gotowe do niesienia tej idei dalej, utworzą małe, domowe wspólnoty BARANKÓW, w miejscach, gdzie mieszkają, ze wsparciem kapłanów, którzy zechcą towarzyszyć kolejnym rodzinom w prowadzeniu ich dzieci. Przygotowanie do Sakramentu Pojednania i Eucharystii w rodzinie i we wspólnocie rodzin to coś, nad czym warto się zastanowić, szukając

Aby wesprzeć nasze małe wspólnoty Baranków oraz wszystkie rodziny, które zechcą podjąć wyzwanie przygotowania swoich dzieci do pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej, w każdym kolejnym numerze KREDY będę umieszczała krótkie opowieści propozycje i podpowiedzi, co możemy wspólnie zrobić z naszymi dziećmi.

ROK LITURGICZNY

Program jest bardzo prosty. Opiera się na roku liturgicznym, dzięki czemu w naturalny sposób prowadzi nas przez wszystko, co w danym czasie przeżywa Kościół, a my wraz z nim.

Już teraz zachęcam Was do przygotowania koła roku liturgicznego. Najlepiej, jeśli jest ono uszyte i można za każdym razem rozłożyć je na podłodze, usiąść wokół, odnaleźć właściwe miejsce i z niego wyprowadzać znaczące wydarzenia. Ważne jest zachowanie proporcji i kolorów odpowiednich do okresów liturgicznych. Do kompletu dodajemy strzałki z odpowiednimi napisami: okres zwykły, Adwent, okres Bożego Narodzenia, okres Wielkiego Postu, Wielkanoc, okres wielkanocny, Zesłanie Ducha Świętego

Oczywiście można też zaprojektować swój własny kalendarz roku liturgicznego, wyciąć, namalować, powiesić na ścianie

Za pierwszym razem, gdy siadamy wokół, warto odwołać się w rozmowie z dziećmi do samego pojęcia roku: co to jest rok, jak jest zbudowany, z czego się składa, z czym nam się kojarzyZazwyczaj takie momenty jak urodziny, wakacje, święta bardzo szybko pozwalają odkryć, że pewne wydarzenia są powtarzalne, że świętujemy pewne dni, a inne są takie zwyczajne, codzienne. Na rozłożonym kole roku liturgicznego możemy wspólnie układać różnego rodzaju figurki, przedmioty, zdjęcia, rysunki i rzeczy, które łatwo kojarzą się dzieciom z konkretnymi wydarzeniami. Dzieci same mogą dodawać swoje własne, zrobione przez siebie i odkryte symbole. To ma być jak najbardziej osobiste, samodzielne, oryginalne, po prostu moje.

Włączamy w to ruch, który jest tak niezbędny naszym maluchom w poznawaniu świata! Nic tak nie przybliży i nie pomoże wejść” do środka jak wielokrotne okrążenie, obchodzenie w poszukiwaniu właściwego miejsca i czasu (np. określenie, w którym momencie roku liturgicznego jesteśmy obecnie). Ważne dla dzieci są symbole. Zatem dobrze mieć jakiś przyniesiony z potoku swój własny kamień, najlepiej pomalowany przez dziecko, aby za każdym razem, gdy rozwijamy koło, można go było położyć we właściwym miejscu, w którym się teraz znajdujemy.

Całą gamę pomysłów niosą za sobą kolory roku liturgicznego, które odpowiadają poszczególnym okresom. Opowiedzmy o nich. Z czym się kojarzą? Jaki kolor ma niebo, gdy czekamy na wschód słońca? Czy nie jest zbliżone do fioletu, czyli koloru odpowiedniego dla Adwentu i Wielkiego Postu, koloru odpowiadającemu oczekiwaniu? Jaki kolor miał dziś ornat księdza w kościele? Czy odnajdujemy go na naszym kole? A może zrobimy mały notesik, który gdzieś ukryjemy malcowi w kieszeni, aby podczas niedzielnej Mszy Świętej mógł zrobić kilka notatekGdy dziecko jest jeszcze malutkie, może coś w nim narysować… Może łatwiej będzie zapamiętać, o czym była Ewangelia, może zapamiętamy jedno słowo: ryba, chleb, winorośl, skarb, droga

Może zajrzymy do tej Ewangelii wcześniej, przed wyjściem do kościoła, albo jeszcze lepiej poprzedniego dnia, bo dobrze wiemy, jak zazwyczaj spieszymy się, żeby uniknąć spóźnienia. To tylko kilka podpowiedzi, jak dzięki wykorzystaniu symboli i prostych obrazów, z pozornie nużącego wydarzenia, jakim dla dziecka nierzadko jest Msza Święta, możemy uczynić ważne i wyczekiwane spotkanie.

Część 5 – Obraz

Warto postarać się, by nie przegapić tego momentu, w którym pragnienie bliskości Boga i Jego obecności jest całkowicie naturalne.

Część 6 – Z piórem w ręku

Warto postarać się, by nie przegapić tego momentu, w którym pragnienie bliskości Boga i Jego obecności jest całkowicie naturalne.