bycrazem5

Być razem

Nasz las nieprzerwanie przesłaniają strugi deszczu. Taki czas mokry nastał. Marzy się wszystkim wycieczka. Wyprawa poza naszą górę, poza szkołę. To ważne, żeby zabrać plecak, dobrze go zapakować, dojechać na szlak i ruszyć. To ważne, żeby było schronisko, kieszonkowe na czekoladę i czas na szałas. Fajnie byłoby też, gdyby nie padało. Dzieci są na to obojętne, przyjmują ze spokojem każdy stan rzeczywistości. To ich mądrość. Przecież rzeczy swoistość ma prawo być taka jaka jest, więc jedziemy! Dzieci nie wiedzą, że Pani Marta chciałaby jakoś rozsunąć chmury, nie wiedzą że dmucha codziennie i planuje zabrać zapasowe skarpety,  spodnie, kurtki. Pani Marta i Pani Kasia wybrały na wyprawę Przegibek.

W piątkowy poranek stawili się wszyscy, nikogo nie zabrakło.  Gdy chmury zobaczyły taką gotowość i chęć wędrówki, zawiesiły swoją działalność. Widzieliśmy ze szkoły, przez cały dzień utrzymywały się na obrzeżach kotliny, nerwowo młócąc krople. Przestrzeń, to jest to, potrzeba przestrzeni zwłaszcza gdy wynurzasz się zza ściany deszczu. Kolorowe plecaki wypchane ubraniami na zmianę, pelerynami i termosami dodawały dzieciom powagi. Błota było pod dostatkiem. Dla osób niewtajemniczonych dodam, że błoto stało się ostatnio istotnym elementem zajęć przyrodniczych i ma ogromną moc przyciągania, a nie tylko wciągania. A więc w trakcie wędrówki i na postojach powstawały rowy melioracyjne, podwaliny pod akwedukty, systemy nawadniające beskidzkie wsie i obowiązkowo tamy, spowalniające bieg wód. Woda szemrała z każdej strony, tocząc potoki tam, gdzie wcześniej ich nie było. Wspaniale jest słuchać rozmów, uczestniczyć w nich. Dzieci tak pięknie ze sobą rozmawiają, wspominają i mają swoje plany, snują opowieści.  Pojawiał się w rozmowach nowy temat związany z rozstaniem trzecioklasistów, lekkie niepokoje, obawy, troski. Był czas… Czas na rozmowy. W górach dobrze się słucha i dobrze toczą się opowieści.

W schronisku można było dać upust kolejnym pragnieniom, potrzebom i fantazjom. Łączyło nas to samo marzenie: czekolada! Koniecznie przystrojona bitą śmietaną. Oczywiście były też pierogi i zupka grzecznie zjedzona. Podobnie jak w kopalni soli, tak i tutaj ćwiczyliśmy się w gospodarowaniu budżetem, kupując pamiątki i odznaki. A potem, z pełnymi brzuchami, turlaliśmy się po wiosennej łące i gdyby ktoś potrzebował nowego pomysłu na berka to mamy ich kilkanaście po tej wyprawie. Można bawić się razem. Razem w berka i turlanie. I to jest najważniejsze.

Tak dotarliśmy do busa. W drodze powrotnej pełni dobrej energii jedliśmy razem piszingera, który był specjalny, najbardziej specjalny, bo zrobiony dla nas na tę właśnie okazję. A takie potrawy smakują najlepiej, bo są zrobione z miłością.

I tak doturlaliśmy się do Żywca. Dobrze być razem, tak zwyczajnie.

Przez cały ten czas chmury, powstrzymujące się od działania, kumulowały w sobie krople. Bo przecież widzieliśmy, jak ziemia oddaje całą wilgoć. Kochane chmury, wytrzymały. Więc wybaczmy im, że podczas przejścia z busa do samochodów rodziców wypuściły na nas całą wodę, jaką zebrały w ciągu dnia. Peleryny pozostały suche. My wróciliśmy przemoczeni 🙂

I kto nam uwierzy…?

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram