grodzisk

Początek roku w mazowieckich Montessori Open Space’ach obfitował w wydarzenia! W pierwszych dniach miesiąca udaliśmy się w Beskid Żywiecki, łącząc 2 grupy — warszawską i grodziską pod opieką tutorów Jacka i Zuzi.

Większość z nas ruszyła pociągiem z Warszawy do Żywca z przesiadką w Katowicach. Kiedy opuściliśmy pociąg, przywitaliśmy się z naszym przewspaniałym przewodnikiem Adamem Kaliszukiem, po czym przesiedliśmy się w bus, który to dowiózł nas do Sopotni, czyli do miejsca, z którego wykorzystując jedynie napęd naszych nóg ruszyliśmy dziarsko do schroniska na Rysiance.

Podejście z plecakami na barkach bywało wyzwaniem, jednak na szczęście obeszło się bez ofiar i wszyscy cali dotarliśmy na miejsce. Po obiadokolacji poszliśmy obejrzeć zjawiskowy zachód słońca, a wieczór zakończyliśmy ogniskiem, kiełbaskami, śpiewami przy miłych dźwiękach gitary, którymi raczył nas Mikołaj. Nie obeszło się i bez gry w Mafię.

Następnego dnia, już bez zbędnego obciążenia, ruszyliśmy z Rysianki na Pilsko. Po drodze mieliśmy kilka postojów, podczas których mieliśmy szansę nie tylko złapać oddech, ale i posłuchać opowieści historyczno — geograficznych naszego niezastąpionego Pana przewodnika.

Przed Pilskiem podzieliliśmy się na 2 grupy — na grupę zdobywająca szczyt i na tę, która zejdzie do schroniska na Miziową, a po spotkaniu się obu grup w schronisku i po odpoczynku ruszyliśmy z powrotem na Rysiankę. Wieczór był czasem gier towarzyskich, które poprowadził Jacek.

To był naprawdę dobry czas! Następnego dnia wymeldowaliśmy się z Rysianki i z całym swoim dobytkiem ruszyliśmy w drogę powrotną. Potem kolejno busem, jednym pociągiem i drugim podążaliśmy do Warszawy, w której to rozstaliśmy się ze sobą, rozjeżdżając się do swoich domów.

To jednak nie koniec wydarzeń w tym miesiącu. O nie! Grupa grodziska rozsmakowała się w wyjściach, zatem zaplanowaliśmy kolejne. Tym razem udaliśmy się do teatru Współczesnego na spektakl pt. „Taniec albatrosa”. Po obejrzeniu sztuki, w drodze powrotnej, dzieliliśmy się ze sobą naszymi wrażeniami, a także zwyczajnie pobyliśmy sobie we własnym „sosie”.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on google
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram